Gruz, szkło i odłamki. Czy cywilne opony mają szansę w warunkach wojennych?
Ostatnio rozmowy przy niedzielnym obiedzie czy spotkaniu ze znajomymi wyglądają nieco inaczej prawda? Zamiast o wycieczkach czy przysłowiowej pogodzie coraz częściej mówi się o bezpieczeństwie. Rząd drukuje broszury, portale prześcigają się w poradnikach o „plecakach ewakuacyjnych”, a my mimowolnie zastanawiamy się „jak zadbać o bezpieczeństwo swoich bliskich”. Gdzie jest ta granica, po przekroczeniu której powinniśmy myśleć o ewakuacji?
Większość z nas skupia się na tym, co zabrać do samochodu. Dokumenty, woda, zapas jedzenia, odzież.. a może pamiątki? Patrząc na doniesienia zza wschodniej granicy nie wygląda to za dobrze. Towarzyszą temu olbrzymie nerwy, strach, panika a czasem rezygnacja. Niezależnie czy ewakuacja jest we własnym zakresie czy wyspecjalizowaną jednostką – zawsze odbywa samochodem – a konkretnie tym, co trzyma go na drodze.
Droga, której nie ma w Google Maps
Wyobraźmy sobie scenariusz ewakuacji. To nie jest niedzielna przejażdżka autostradą. W warunkach konfliktu – czy to na froncie, czy na tyłach, gdzie przemieszczają się cywile – droga zmienia się w tor przeszkód.
(tutaj zobacz przykładowe ewakuacje)
https://www.facebook.com/share/v/17ydisKRXV/?mibextid=wwXIfr
https://www.facebook.com/share/v/1K2J4eoQVH/?mibextid=wwXIfr
Patrząc na materiały z Ukrainy, rzadko mamy idealny asfalt, raczej odłamki, gruz, rozbite szkło, ostre krawędzie zniszczonej drogi. To wszystko czeka na nasze opony. W normalnych warunkach, gdy złapiemy „kapcia”, zjeżdżamy na pobocze, dzwonimy po assistance albo wyciągamy lewarek. Klniemy sobie pod nosem, stracimy ok pół godziny, ale jedziemy dalej.
A teraz wyobraź sobie, że te 20-30 minut decyduje o Twoim życiu.
Mobilność to życie
W strefie zagrożenia zasada jest prosta: kto stoi, ten staje się celem.
Dotyczy to pojazdów wojskowych, pick-upów dowożących zaopatrzenie, ale też (a może przede wszystkim) cywilnych aut uciekających z zagrożonego rejonu. Adrenalina, stres, płaczący i przerażeni pasażerowie i nagle… auto ściąga na bok. Opona przebita na kawałku metalu leżącym na drodze.
Wymiana koła w stresie, może w nocy, może pod presją zbliżającego się zagrożenia? To brzmi jak koszmar. I właśnie tutaj pojawia się temat, o którym myślimy w PEWNO od dawna – prewencja.
Pancerz od środka
W wojskowych pojazdach stosuje się systemy Run-Flat, pełne opony lub centralny system pompowania kół. Ale co z lżejszymi pojazdami wsparcia? Co z prywatnymi autami wolontariuszy albo naszymi osobówkami? Przecież nikt z nas nie ma w garażu opancerzonego Rosomaka.
Ideą prewencyjnego zalania opon płynem uszczelniającym (takim jak PEWNO) nie jest robienie z opony elementu kuloodpornego. Bądźmy szczerzy – jeśli w oponę trafi pocisk dużego kalibru, fizyki nie oszukamy. Ale statystyka wojenna i ewakuacyjna pokazuje, że znacznie częściej unieruchomienie pojazdu wynika z „błahych” przebić: pręt, gwóźdź ostry gruz czy odłamek po wybitej szybie.
Czy warto zabezpieczyć się „na zaś”?
To pytanie, które zostawiamy Wam.
Zalanie kół uszczelniaczem to najtańszy i najskuteczniejszy sposób na zabezpieczenie się przed ryzykownym przestojem. W kontekście wojny na Ukrainie widzimy, że wiele pojazdów dostawczych i wolontariackich korzysta z takich rozwiązań, by nie martwić się o stan ogumienia wjeżdżając do stref zniszczonych walkami. Zwróćmy uwagę, że nawet mobilna wulkanizacja w sytuacjach wojny też nie przyjedzie do nas ochoczo.
Dla cywila to może być kwestia spokoju ducha. Wiedza, że jeśli przyjdzie nam ewakuować rodzinę po drodze pełnej śmieci i gruzu, opony nie będą naszym najsłabszym ogniwem. Że auto po prostu pojedzie dalej.
Przygotowanie do trudnych czasów to nie tylko zapasy wody w piwnicy czy miodu. To także dbanie o to, by w razie godziny „W” nasz jedyny środek transportu był tak niezawodny, jak to tylko możliwe.
Chcesz dowiedzieć się, jak prewencyjnie zabezpieczyć swoje opony? Czy zalać od razu czy trzymać w bagażniku na „wszelki”? Ile i jakiego środka użyć?
Napisz do nas – odpowiemy na wszelkie pytania.
pewno@pewno.pro